Sarmaci
Przy flaszce koniaku kiedyś wieczorem 
spotkał się prezes z dyrektorem
Sączą ten koniak ciastka wcinają
o pracy firm swych rozprawiają,
jeden drugiemu przyznaje rację
bo chcą nawiązać kooperację.
Prezes liczydłem: obliczył dokładnie
że koszt jednostkowy wówczas opadnie 
spółdzielnia wzbogaci państwowe mienie
i ludziom da się zatrudnienie
Niezłe projekty więc panie kolego
za naszą przyszłość cyk strzemiennego!        
W szczere zapały prezesa dyrektor nie wątpił 
zaraz też rozmowy ciąg dalszy nastąpił 
Syna mam rzekł dyrektor i lekko odchrząknął 
wszak o swej córce prezes wcześniej mu napomknął 
Synek już dorasta na studia się wybiera
o Jego przyszłości myślę ja już teraz
Tu spojrzał na prezesa lecz prezes mocna głowa 
słuchał bardzo uważnie i nie rzekł ni słowa 
... Gdyby go, za córuchnę  prezesuńka wydać
obu naszym firmom może się to przydać
bo tak przez miedzę to tylko kłopoty
a jak połączymy to wzrosną, obroty
Prezes dyrektora ucałował cudnie
Na taaaakim stanowisku wnet zięcia zatrudnię!
Tak się obaj wzruszyli i tak ucieszyli
Że i owe decyzje suto zakropili
Rzekł na to dyrektor   dla lepszej przymiarki 
stworzę dla twej córy etat sekretarki
Prezes na dyra spojrzał, jak na święcone Rokita
pomyślał zdziwiony   kpi, czy o drogę pyta?
zaraz też bez namysłu odpowiedział szparko
menadżerem ma być, nie jakąś sekretarką
pamiętaj by nikt tknąć się jej nie ważył
i do jej ochrony własnych dam ci ochroniarzy
I żebyś zaczął pewniej stąpać po ziemi
Oni cię też ochronią przed długami twemi
Oni też dopilnują, żebyś o tym wiedział 
i byś jak najdłużej w owych długach siedział 
Dyrektorzyno jeden, tak mą córę cenisz?
jak ci nakopię w stolec zaraz zdanie zmienisz
Zerwał się w świętym oburzeniu
chciał dokonać groźby
nie pomagały wcale przeprosiny ni prośby
zawirowały ławy i zydel stylowy
prezes z dyrektorem wzięli się za głowy
Bełkocą do siebie, przepraszają społem
godzą się i zmęczeni zasnęli pod stołem
Cisza nagle zaległa półki i regały
Tak córki prezesa chrzciny się udały
A rano choć każdy cwaniak jest i wyga
Jednego głowa boli, drugi ciągle rzyga.

/Dziad/                Powrót do strony głównej